Jakub O'Rhada on Maj 14th, 2010

Cósta Óir Times


Od kilku dni docierają do nas alarmujące wieści ze Związku Kukryjskiego. Jako pierwszy podał je Lord Gubernator w krótkim i niezbyt konkretnym komunikacie. Dziś wiemy więcej. “Cósta Óir Times” jako pierwszy przekazuje szersze informacje!

Na Północy Związku napięta atmosfera panowała już od trzech miesięcy. Wśród Pahasztunów wrzało, szczególnie po ekspedycji karnej, która ukarała jeden z najbardziej wojowniczych klanów, za napad na karawanę. Oprócz tego władze wojskowe zaczęły organizować sądy wojenne do ścigania bandytów, którzy ostatnio rozpanoszyli się na północy. Dodatkowym bodźcem mogła być odmowa przywrócenia instytucji chana wszystkich Pahasztunów, oraz niefortunna nominacja Alba na Rezydenta- Sekretarza Pahasztuńskiego Terytorium Plemiennego. Mimo to, wodzowie z Pahasztulandu byli obecni na obchodach 1000 Dni Morvanu i nie przejawiali żadnych wrogich zamiarów.

Pahasztuńcy powstańcy

Grupa powstańców sfotografowana przez reportera lokalnej, kukryjskiej gazety

Cały czas jednak wzrastała liczba bandyckich ataków na posterunki wojskowe i karawany kupieckie. Otwarty bunt wybuchł ok. 1 maja. Wtedy to oddziały plemienne Pahasztunów zaatakowały dwa forty Armii Kukryjskiej, a także nieustaloną liczbę mniejszych posterunków wojskowych. Zginęło ok. tysiąca, przeważnie tubylczych żołnierzy ze stacjonujących tam policyjno- wojskowych sił Korpusu Wojsk Pogranicza. Mimo to, żaden z fortów nie został zdobyty, a jeden z nich (Fort Tapa) został wyzwolony z oblężenia przez 3 Brygadę Strzelców Kukryjskich. Władze wprowadziły stan wojenny w Pahasztuńskim Terytorium Plemiennym, i wysłały dodatkowe wojska. Na pomoc drugiemu z oblężonych fortów ruszyła ekspedycja złożona z 2tys. żołnierzy i 5tys. tragarzy oraz przewodników. Były to oddziały złożone z Regimentu Strzelców Pahasztuńskich i Regimentu Gidów Pogranicza (głównie tubylcy, obie formacje wchodzą w skład Korpusu Wojsk Pogranicza). W okolicach przełęczy Karokr korpus ekspedycyjny wpadł w zasadzkę. Mimo męstwa naszych żołnierzy, zostali oni pokonani przez przeważającego liczebnie wroga. Zginęło bądź zaginęło ok. tysiąca żołnierzy, ok. 600 dostało się do niewoli, a niewielu ponad 400 zdołało uciec i przedostać się na ziemie kontrolowane przez władze. To zwycięstwo podziałało jak katalizator buntu. Płomień powstania objął całe Pahasztyńskie Terytorium Plemienne, oraz 2/3 Północnego Pogranicza Wojskowego. Dowództwo Armii Kukryjskiej nakazało natychmiastową ewakuację wszelkich posterunków wojskowych, placówek rządowych, oraz białej ludności. Jedynym wyjątkiem jest miasto Jelakangor, będące największym ośrodkiem cywilizacji na Północy. Mimo tych zarządzeń powstańcy zdobyli kilka strażnic i zabili nieustaloną liczbę Morwańczyków i Albów.

Odziały ekspedycyjne w przełęczy Karkor

Odziały ekspedycyjne w przełęczy Karkor- za chwile zostaną zaatakowane przez buntowników

10 maja, pięć dni po klęsce w Kakor, Rząd Związku Kukryjskiego zebrał się na nadzwyczajnym posiedzeniu. Postanowiono wysłać potężną ekspedycję w celu stłumienia powstania. Będą to Północne Siły Ekspedycyjne- nowe zgrupowanie wojsk których rdzeniem są: 4 Dywizja Strzelców Kukrii i 3 Brygada Kawalerii Kukriów, wraz z oddziałami pomocniczymi i artylerią. Łącznie biędzie to ok. 25tys. żołnierzy, wśród nich ok. 10tys. Morwańczyków (głównie 13 brygada piechoty Górali i 5 brygada lekkiej kawalerii oraz oficerowie). Wsparcie ma stanowić ok. 40tys. tragarzy, robotników, służących i przewodników, rekrutowanych z Kukriów i Bratahamtów, oraz tysiące zwierząt- koni, wielbłądów, kucy, do transportu, owiec, wołów i kóz, pędzonych jako zapas żywności. Wyprawa zabierze ze sobą także przenośną infrastrukturę- dwa mosty polowe, kilkadziesiąt kuchni i piekarni polowych, szpital korpuśny, warsztaty i kuźnie, pracownie kartograficzną oraz (!) prefabrykowane elementy fortu. Na razie nieznana jest dokładna data wyruszenia ekspedycji.

Oddziały Armii Kukryjskiej szykuja się do wymarszu na Północ

Oddziały Armii Kukryjskiej szykuja się do wymarszu na Północ


Powstanie Pahasztunów jest pierwszym tak poważnym wstrząsem w Związku Kukryjskim. Jednak należy pamiętać, iż te niepokoje ograniczają się tylko do terytoriów etnicznych Pahasztunów, i raczej się nie rozszerzą na resztę Zwiazku. Przyczyny buntu są niejasne, i nie można za nie winić wyłącznie władz kolonialnych. Nie dało się  tolerować bandyckich napadów na karawany, ale próby narzucenia zbyt ścisłej kontroli nad Pahasztunlandem mogły się nie podobać tubylcom.


Reakcja władz Związku była odpowiedzialna i spokojna, nie wiemy jak zareagują władze i politycy WRM- czy może znowu rozgorzeją spory o militaryzację i kolonializm, czy nadal będzie panować grobowa cisza. Najspokojniej do sytuacji podchodzą weterani z MPA. Sierżant 2 batalionu 13 Regimentu “Górali O’Rhady”, zwalisty mieszkaniec górskiej wioski w baronii Rhada, mówił mi, że “nic nowego nas nie spotka. Walczyłem z samundyjskimi diabłami, sarmackimi dywersantami, a nawet z Tuoleleńczykami, więc czego mam się bać? Kilku brodatych dzikusów z rusznicami?”. Oby ta pewność siebie nie była przesadna, bo choć faktycznie dysponujemy jedną z najbardziej doświadczonych armii w v-świecie, to musimy poważnie podchodzić do każdego przeciwnika. Nasz wysłannik wyruszy razem z Północymi Siłami Ekspedycyjnymi, a “Cósta Óir Times” będzie na bierząco informował o rozwoju sytuacji.

Michał O'Rhada on Marzec 19th, 2010

Choć od zakończenia obchodów 1000 dni Wolnej Republiki minęło już trochę czasu, i za nami już nawet Dzień Świętego Patryka, tak czy inaczej czytelnikom Morbhan Aralt należy się drobne podsumowanie.

Obchody były na pewno mniej rozbudowane, niż można byłoby się spodziewać po akcji promocyjnej – m.in. banner na stronie głównej, wydarzenie zaznaczono również na Facebookowej grupie Wolnej Republiki. Przede wszystkim zabrakło zazwyczaj najbardziej reprezentacyjnej marynarki i armii – jako że Lord Admirał Jakub O’Rhada na czas obchodów zrobił sobie urlop. Szkoda, gdyż zazwyczaj parady, pokazy i manewry były niemal standardową częścią wszelkich świąt i uroczystości państwowych. Również zapowiadany – a przynajmniej planowany czat także ostatecznie nie doszedł do skutku. Na osłodę pozostają odnowione bądź nowo powstałe inicjatywy.

Pierwsze odsłonięte zostały odrestaurowane zbiory Instytutu Historii Morvan – który ponownie zapełnił się pracami naukowymi. Do pełnego stanu brakuje już tylko trzech prac Jakuba O’Rhady, które aktualnie są przez niego przygotowywane do ponownej publikacji. Mamy także nową, bardzo istotną pracę – czyli zaktualizowany i rozbudowany kurs języka morwańskiego, który zawiera wiele elementów wcześniej pominiętych.

Drugą inicjatywą, tym razem całkiem nową, jest założona z inicjatywy Lady Protektor Fundacja im. Sinéad O’Brian, będąca organizacją opiekującą się weteranami, a także sierotami i członkami rodzin poległych podczas wojny o niepodległość. Fundacja zajmuje się przede wszystkim budową infrastruktury opiekuńczej (domy opieki, sierocińce) a także pomocą socjalną w formie zasiłków i stypendiów. Jej stronę można znaleźć pod adresem http://morbhan.org/fundacja/

Trzecią, ogłoszoną jako ostatnia w kolejności inicjatywą jest Centrum Informacyjno-Promocyjne, zapowiadane już od jakiegoś czasu. Można tam znaleźć materiały ułatwiające nowym mieszkańcom odnalezienie się w Wolnej Republice, a także różne (na razie nieliczne) materiały pozwalające mieszkańcom WRM na promocję swojej ojczyzny. Jego stworzenie było również okazją do aktualizacji części informacji na stronie głównej Wolnej Republiki Morvan.

Jak widać, obchody tysiąca dni, choć nie były tak spektakularne jak można byłoby się spodziewać, spełniły swoją funkcję “aktywizującą” dla nieco ospałych obywateli, którzy przyłożyli się do stworzenia nowych inicjatyw.

Michał O'Rhada on Marzec 1st, 2010

Jak donosi licznik na stronie głównej Wolnej Republiki Morvan, zbliża się dla naszego państwa wyjątkowa, równa data – czyli tysiąc dni jej istnienia. Do samego jubileuszu pozostało jeszcze dziesięć dni, jednak obywatele i władze już myślą nad stosownymi sposobami jego uczczenia. Głównym hasłem obchodów jest jak na razie wezwanie widniejące na stronie głównej: “1000 dni Wolnej Republiki – uczcijmy je kreatywnie“. W założeniu bowiem możemy spodziewać się nowych inicjatyw, bądź nowej odsłony tych starych.

Możliwe również, że będzie to okazja do przeprowadzenia akcji promocyjnej, która jest ostatnio najpopularniejszym tematem rozmów na forum. Wolna Republika chce nie tylko otwierać się na nowych mieszkańców, ale także jak najbardziej ich przyciągać z zewnątrz i zachęcać do pozostania. Wiele mówi się o “kiszeniu we własnym sosie”, z którego trzeba się wyrwać – i ściągnięcie “świeżej krwi” jest tu jednym ze sposobów. W debacie przewija się także pomysł na ściągnięcie ponowne dawnych obywateli, którzy są o tyle łatwiejszym materiałem, że nie wymagają wprowadzania w ten świat.

O potrzebie promocji mówił w swoim expose także nowy Lord Taoiseach – Michał O’Rhada, który objął to stanowisko po nieaktywnym wicehrabim O’Callaghanie. Czy jednak osłabiona ostatnio zarówno kadrowo, jak i aktywnościowo Wolna republika bedzie potrafić udźwignąć ciężar, jakim nierzadko są nowi, niedoświadczeni mieszkańcy, a przede wszystkim – czy będzie w stanie ich przyciągnąć? Co do tego przekonamy się prawdopodobnie w najbliższym czasie.

Michał O'Rhada on Luty 19th, 2010

Po dość długiej nieobecności, wreszcie stracił stanowisko. Cztery dni temu Parlament Kadłubowy odwołał Lorda Taoiseacha Martina wicehrabiego O’Callaghana, który od ponad dwóch miesięcy nie wykazał się żadną aktywnością na forum Wolnej Republiki.

Zgodnie z informacjami do jakich dotarł Morbhan Aralt, Lord Taoiseach był przez ten czas osiągalny, ale tłumaczył długą nieobecność sprawami prywatnymi, kilkakrotnie również obiecywał powrót do aktywności. Ponieważ jednak przedłużająca się nieobecność doprowadziła do marazmu  w organach państwowych, Michał O’Rhada, Lord Edyl w Tajnej Radzie O’Callaghana, złożył 2 lutego wniosek o udzielenie mu wotum nieufności.

Przez prawie dwa tygodnie, członkowie parlamentu czekali na zapowiadaną wypowiedź Lorda Taoiseacha, jednak ta się nie pojawiła. W związku z tym w szybkim głosowaniu, cała trójka pozostałych parlamentarzystów zagłosowała za udzieleniem mu wotum nieufności. W związku z tym, Lady Protektor odwołała Lorda O’Callaghana (postanowienie wejdzie w życie wraz z  powołaniem kolejnego Lorda Taoiseacha) i zapowiedziała przedstawienie kolejnego kandydata.

Kto nim będzie? Stanowisko może objąć dotychczasowy Lord Gubernator i Lord Admirał Jakub O’Rhada bądź sama Lady Protektor (Najwyższy Instrument Rządów daje jej taką możliwość). Trzeci kandydat, Michał O’Rhada, stwierdził, że nie będzie ubiegał się o desygnację. Nie wiadomo, czy w takiej sytuacji Lady Protektor zdecyduje się powołać będącego zazwyczaj jej politycznym oponentem Lorda Admirała.

Jakub O'Rhada on Luty 3rd, 2010

Cósta Óir Times

Część I – Admiralicja

“Cósta Óir Times” proponuje szanownym Czytelnikom kolejną serię reportaży. Tym razem, dotyczą one tradycyjnego tematu- Marynarki Morwańskiej. Niedawno wszedł w życie Trójakt o Obronie Republiki. Pragniemy z tego powodu przybliżyć Czytelnikom tematy militarne. Na pierwszy “ogień” idzie właśnie Marynarka. Prezentujemy pierwszy reportaż.


Morbhan Navea- Marynarka Morwańska jest kluczowym elementem w obronie Republiki. Morvan jak wiadomo leży na wyspie. Co prawda graniczymy lądowo z jednym państwem- Sarmacją- ale równie dobrze mógłby być tam ocean, albo nawet pustka. Cała wymiana handlowa ogranicza się do przemytu, skutecznie utrudnianego przez reżim w Grodzisku.  Dlatego, 98% handlu odbywa się w południowych portach. Morvan jest sam w sobie krajem niezbyt urodzajnym, i musi importować sporą część żywności oraz innych zasobów. Eksport, szczególnie wyrobów przemysłowych, zasobów mineralnych i usług wzbogaca Republikę. Bez dostępu do morza taki gospodarczy rozwój nie byłby możliwy. Co więcej, bez dostępu do morza, WRM zacznie głodować w przeciągu pół roku. Właśnie dlatego potrzeb silnej floty wojennej. Morwańczycy rozumieli to od dawna. Już w końcu XVw. mieli opinię najlepszych marynarzy i kapitanów na świecie, może poza Gellończykami. Dalekie kolonie takie jak Cabastad czy Alba były zakładane właśnie przez tych nieustraszonych “oświeconych żeglarzy”. Nie dziwi więc, że po odzyskaniu niepodległości, flota handlowa rozwinęła się do sporych rozmiarów- dziś pod Morwańską banderą handlową pływa ok. 5000 jednostek różnej wielkości, co stawia ją na jednym z pierwszych miejsc na świecie. Morwańskie statki obsługują nie tylko linie prowadzące do ojczyzny, ale także wiele innych, dominując na wielu szlakach.

SS "McClusky"- jeden z morwańskich statków handlowych

SS "McClusky"- jeden z morwańskich statków handlowych

Wyrazem morskich aspiracji Morvanu jest budynek Admiralicji w Scrios atha Morvan. Potężny, neoklasycystyczny, dwupiętrowy budynek wzniesiony na planie podkowy, przy ulicy Bohaterów Wielkiej Wojny Wirtualnej. Pierwotnie, miała się tu mieścić siedziba Banku Morvańskiego, ale wznoszoną budowlę przejęli lazarscy okupanci. Mieściły się tutaj sądy i inne urzędy cywilne, w roku 1942 spaliło się wschodnie skrzydło, odbudowane w latach 50-tych. Następnie budynek przejął Bank Sarmacki, a po odzyskaniu niepodległości Morbhan Poblachta Arm, w końcu zaś Morbhan Navea.


Budynek Admiralicji

Budynek Admiralicji

Mijam właśnie bramę w zewnętrznym murze budynku- strzegą jej reliefy delfinów. W wartowni stoi żołnierz Piechoty Morskiej. Wchodzę na ocieniony dziedziniec, podziwiam piękno budynku- jego ładne wysmukłe ściany i białe jońskie kolumny.  Przekraczam kolejne drzwi,i znajduje się w ciemnym hallu. Idę dalej, ale muszę wykazać się dokumentami i legitymacją prasową przed uprzejmym porucznikiem. Ordynans prowadzi mnie do jednego z licznych pokojów. Spotykam się tam z jednym z najważniejszych oficerów Marynarki, weteranem kampanii na Razurii – Lordem Wiceadmirałem adm. McMeloy’m.
Admirał przedstawia mi krótko doktrynę wojenną Morbhan Navea. “Najważniejsze jest zapewnienie ciągłości morskich linii komunikacyjnych z koloniami, sojusznikami i krajami neutralnymi, czyli uniemożliwienie zablokowania Republiki, oraz zwalczanie wszelkich prób inwazji. Następnie: niszczenie wrogich sił morskich, blokada nieprzyjacielskich portów i wybrzeży, eliminowanie jego żeglugi, ewentualne desanty, czy wspieranie sił lądowych. Tak można najkrócej opisać morwańską doktrynę walki na morz”. Szczegółowe rozkazy i plany skrywa mgła wojskowej tajemnicy. I do tych zadań, czyli przede wszystkim ochrony własnych szlaków morskich i zniszczenia floty przeciwnika, potrzebna jest odpowiednia flota.

adm. McMeloy

adm. McMeloy


280 okrętów wojennych w czynnej- tyle liczy obecnie Marynarka Morwańska. W tym 32 pancerniki, 8 krążowników liniowych, 24 krążowniki opancerzone i 40 lekkich, 140 niszczycieli, 15 torpedowców, 30 łodzie podwodne oraz dziesiątki okrętów pomocniczych- trałowce, minowce, patrolowce, transportowce, monitory, kanonierki itd. Okręty zorganizowane są w dywizjony, flotylle (mniejszych okrętów) i dywizjony (tych większych). Wyżej są eskadry (administracyjne), eskadry taktyczne, tzw. siły i floty. Marynarka zatrudnia do obsługi tych okrętów nie tylko tysiące marynarzy, ale i urzędników, konstruktorów czy pracowników fizycznych. Dodatkowo Admiralicji podlega Piechota Morska- licząca dwie dywizje liniowe, jedną desantową (zaokrętowaną) i jedną obrony wybrzeża. To wszystko kosztuje i to niemało, ale pieniądze nie są wydawane na próżno.

Wszystkie siły morskie dzielą się na dwa główne dowództwa Siły Macierzyste i Siły Dalekomorskie. Te pierwsze stacjonują w metropolii, i są zdecydowanie najsilniejsze. To między innymi: Flota Macierzysta- najsilniejszy zespół Morbhan Navea, z 24 pancernikami, Flota Wybrzeża- broniąca bezpośrednio Morvanu, Siły Patrolowe- lekkie i szybkie okręty, Siły Osłony- krążowniki i niszczyciele chroniące handel. Bardziej specialistyczne zespoły to Siły Podwodne, Siły Lokalne Obrony Portów, Eskadra Wsparcia Ogniowego, Eskadra Transportowa, Siły Pomocnicze oraz Siły Śródlądowe- służące na Loch Gorm oraz rzekach. Siły Dalekomorskie stanowią: Flota Wschodnia w Związku Kukryjskim- również bardzo silna, Eskadra Razurii, Eskadra Zachodnia (w Okoczji). Dodatkowo istnieją osobne dowództwa baz: Cósta Óir, Staigren, Sudcrimith, Shannon, Realta, Shimontosen, Wyandottabe oraz Maire (śródlądowa). Marynarce podlegają także cztery dywizje Piechoty Morskiej: w tym jedna ekspedycyjna, i jedna obrony wybrzeża. Tak najkrócej przedstawia się organizacja naszej Marynarki.

Pancerniki Floty Macierzystej

Pancerniki Floty Macierzystej

Adm. McMeloy przedstawia mi także strukturę dowodzenia Morbhan Navea. Głównodowodzącym jest Lord Admirał- pełniący funkcje szefa operacyjnego oraz ministra marynarki. Podlega mu także urząd kierowniczy Marynarki- Admiralicja. Łączy ona oba te zakresy władzy Lorda Admirała- operacyjny i ministerialny. Operacjami steruje Sztab Morskim, z Lordem Wiceadmirałem jako szefem. Wchodzi on także w skład Rady Admiralicji, która kieruje całą Marynarką Morwańską. Dodatkowo, istnieją specialistyczne służby, departamenty i wydziały Marynarki (np. Służba Konstruktorów Marynarki, czy Departament Kontrolera)Rada nadzoruje działania całej, zdawałoby się skomplikowanej, struktury administracyjnej, która zapewnia sprawne funkcjonowanie naszych sił morskich.

Po miłej rozmowie żegnam się z Admirałem. Wychodzę z budynku Admiralicji. Tutaj znajduje się “mózg” Mobhan Navea. Żeby zobaczyć mięśnie, jadę do Cósta Óir- największego portu WRM.

Patronat honorowy: adm. Jakub O’Rhada, Lord Admirałzdjecie

Michał O'Rhada on Styczeń 25th, 2010

- Dlaczego monarchofaszyści nie lubią zabawy w chowanego?
- Bo boją się, że nikt nie będzie ich szukał.

Spotykają się dwaj poprzepadowi, sarmaccy kapitaliści-burżuje.
- Słuchaj, Ty swoim pracownikom jeszcze wypłacasz pensję?
- Nie.
- I ja swoim też nie. A oni i tak przychodzą do pracy?
- No przychodzą.
- U mnie też.
- Słuchaj, a może by tak pobierać opłaty za wejście?

Towarzysz Palpatyn dzwoni do centrali PGR-ów.
- No, jak tam idą żniwa?
- Chujowo, towarzyszu Pierwszy Sekretarzu!
- Nie upiększajcie, mówcie jak jest!

Jak wiadomo, zamaskowany zamachowiec strzelał do księcia Michała Feliksa, z małej odległości, najwyżej 20 metrów . Jednak kule cudem ominęły nowo koronowanego. Niedoszły zabójca zbiegł. Po całej akcji zleceniodawca, przedstawiciel zagranicznego wywiadu pyta zamachowca ze wściekłością.
- Jak to możliwe, żeby nie tłafić?
Zirytowany strzelec odpowiada:
- Każdy by spudłował! Stał za mną jakiś facet i za każdym razem, gdy już złożyłem się do strzału, szarpał mnie za ramię i powtarzał: „I Kedara, i Kedara!!!”

Gospodarny morwańczyk wybrał się na targ, z zamiarem kupienia konia. Ogląda jednego źrebaka ze wszystkich stron, sprawdza zęby, kopyta, pęciny – słowem wszystko, po czym mówi do sprzedającego:
- Całkiem ładny ten koń… ale za krótki.
- Jak to… za krótki?
- Panie, ja mam czterech braci!

Franciszek Józef II pyta lokaja:
- Janie, co tak chlupocze w moim bucie?
Jan odpowiada:
- Owsianka, Wasza Cesarsko-Królewska Mość!
- A co robi owsianka w moim bucie, Janie!?
- Chlupocze,Wasza Cesarsko-Królewska Mość

Wienio, starszy już, ale przystojny Gellończyk, miał w życiu jeden tylko problem – od dłuższego czasu mu już nie stawał. No ale, że szczęścia trochę miał, wygrał na loterii i pojechał do Soli na wakacje. Tam położył się na plaży i wypoczywa. Tam zauważył, że obserwuje go niebrzydka kobieta, nieco również w wieku posunięta, ale zadbana – widać że miastowa. Po chwili zwróciła się do niego bezceremonialnie:
- Może mnie pan dymnie?
- Przykro mi, nie staje mi.
- Mam na to sposób uroczy.
I poszli do jej pokoju w hotelu. Wtedy ona wyjęła smietanę, posmarowała Wieniowi przyrodzenie i zawołała:
- Puciek!
Do pokoju wpadł pudelek i zaczął zlizywać śmietanę. Wieniowi zaraz stanął – więc puknął kobitkę kilka razy, zachwycony odkryciem. Po tygodniu wraca zadowolony do rodzinnej wsi. Wchodzi do zagrody, patrzy, a tam żonka zajmuje sie inwentarzem.
- Dawaj, stara, do chałupy! Spółkować będziem!
- Ale ci nie staje, Wieniu!
- Spoko, mam sposób. Miastowy!
Poszli do chaty. Wienio wyjmuje z szafki smietanę, oblewa przyrodzenie i krzyczy:
- Reksio!
Podbiega Reks, pies podwórzowy. Popatrzył, popatrzył drugi raz i jeb… odgryzł mu członek. Wienio tylko mruknął:
- No wiocha… po prostu wiocha…

Mandragor Pupka przemawia z okazji rocznicy powstania MW:
- Towarzysze Sarmaci!
Na sali zapanowała konsternacja. Tow. Radziecki i prezydent Lepki patrzą po sobie zaskoczeni. Tow. Struszyński poczerwieniał i zerwał się do wyjścia. A i Pupka poczuł, że powiedział cos niewłaściwego. Uważnie spojrzał na kartkę i jeszcze raz zaczał:
- Towarzysze! Sarmaci znowu spiskują…

Dwóch Teutonów po basenie, żeby się szybciej umyć, wchodzi pod jeden prysznic. Przyglądaja się nawzajem swoim interesom, az w koncu jeden pyta:
- Ej ty pieronie, co ty mosz tyn interes taki podziurawiony?
- Pieronie, wiysz, lot kiedy moja staro zacyna chodzic do na kursa sawoir vivra, to teroski wsycko do gymby bierze widelcem…

Michał O'Rhada on Styczeń 18th, 2010

Dwie niemłode sarmackie kobiety przyszły do interrexa Kedara i przywlekły za sobą markiza Leszczyńskiego.
- Ten młody człowiek zgodził się ożenić z moja córką! – powiedziała jedna.
- Nie! Zgodził się ożenić z moją córką! – zakrzyknęła druga.
I zaczęły się kłócić. Interrex zastanowił się chwilę i poprosił o ciszę.
- Przynieść mi największy miecz – powiedział – Trzeba przeciąć Leszczyńskiego na pół. Każda z was dostanie po połowie!
- Brzmi nieźle – powiedziała pierwsza kobieta.
Druga na to:
- O, panie, nie przelewaj niewinnej krwi. Niech inna kobieta go poślubi.
Tytan Intelektu nie wahał się ani chwili:
- Markiz musi poślubić córkę pierwszej kobiety – zawyrokował.
- Ale to ona chciała przeciąć go na dwie części! – wykrzyknął przerażony dwór.
- Właśnie dlatego widać – powiedział mądry Interrex Kedar – że to jest jego prawdziwa teściowa!

Cesarz i Król Austro-Węgier, Franciszek Józef II cudem przeżył zamach przeprowadzony przez własną żonę. Toczy się rozprawa:
- Dlaczego Wasza Wysokość strzeliła do swojego męża?
- No bo on ciągle oglądał mecze reprezentacji, czasami po kilka razy – jak ten z Parlandią –  i wcale nie zwracał na mnie uwagi. A tak naprawdę, to on nie miał nic przeciwko temu. Wręcz mnie prowokował!
- Jak to? W jaki sposób, co mówił?
- No dawaj, strzelaj!

W rajńskim przedszkolu dla nauczycielka pyta się dzieci, czym zajmują się ich ojcowie. Dzieci mówią, a to że tata pracuje w rządzie, a to że jest następcą tronu,a to że jest Księciem tego czy innego regionu. Nagle mały Abdul wstaje i mówi:
- Mój tato jest Naczelnym Zegarmistrzem Unii Mikrooceanii.
- Jak to? – pyta przedszkolanka.
- Bo ciągle tam jeździ w sprawie wskazówek.

Do saloonu w  Kurt Town (Okoczia) wpadł na drinka Faron. Po wypiciu swojego zauważył, że zniknął jego koń. Wrócił do baru, rzucił broń do góry, złapał ją nad głową bez patrzenia i strzelił w sufit:
- Który z was, popaprańców, ukradł mi konia? – krzyknął z zaskakującą siłą.
Nikt nie odpowiedział.
- Dobra, teraz zamówię kolejne piwo, i jeśli mój koń się nie pojawi z powrotem, zanim je skończę, będę musiał zrobić to, co zrobiłem w Hanai! A nie chcę robić tego, co zrobiłem w Hanai!
Kilku miejscowych poruszyło się niespokojnie. Faron, jak powiedział tak zrobił – zamówił kolejne piwo, wypił je, wyszedł przed lokal, a jego koń stał na postoju. Osiodłał go i zamierzał odjechać, kiedy na werandzie pojawił się barman i zapytał:
- Powiedz stary, zanim odjedziesz… Co się stało w Hanai?
- Musiałem wracać pieszo.

Każdemu żołnierzowi Słomagromu podczas wojny w Okoczii obiecywano masę pieniędzy za każdą głowę Szoszoina. W związku z powyższym, Imre i Konstatin, dwóch dzielnych szeregowców Słomagromskiego Wehrmahtu, zaczaiło się nad jednym z wąwozów. Gdy zauważyli przejeżdząjącego indianina – zrzucili mu na głowę skałę. Schodzą na dół, Imre pochyla się z nożem nad zabitym, gdy nagle Konstantin trąca go w bok i mówi:
- Imre, spójrz na to.
- Nie teraz, jestem zajęty.
- Myślę, że naprawdę powinieneś to zobaczyć.
- Dupku, nie widzisz, że jestem zajęty? Mam masę kasy w ręku.
- Proszę, Imre, popatrz.
Imre patrzy w górę wąwozu, a tam stoi masa, z kilkuset Szoszoinów. Imre woła:
- O kur…, będziemy milionerami!

Dlaczego Morwańczycy wygrywają wszystkie wyścigi?
- Bo robią najdłuższe kroki, żeby oszczędzać buty.

Cesarz Franciszek Józef II robi przegląd wojsk. Podchodzi do żołnierza i pyta:
- Umarłbyś za Monarchię?
- Tak jest, Wasza Cesarska Mość!
Podchodzi do drugiego
- Umiałbyś mnie zabić?
- Nigdy w życiu, Wasza Cesarska Mość!
Podchodzi do dobosza:
- No a ty, Żydku, zabiłbyś mnie?
- Czym, bębnem?

Na IHM-ie egzamin, student męczy się nad odpowiedzią u jednego z profesorów. Ten patrzy na niego i mówi
- No i mamy tu wręcz klasyczny przykład związku prostytucji z muzyką. Coś tu kurwa nie gra…

Michał O'Rhada on Styczeń 18th, 2010

Wczorajszy mecz drugiej kolejki Mundialu nie należy do bardzo udanych – ale biorąc pod uwagę baty, jakie otrzymywaliśmy w poprzednich edycjach – nie ma na co narzekać. Ten mecz liczył się jakbyśmy grali “u nich”, zatem remis 2:2, którego byliśmy świadkiem sprawia, że mimo wszystko jesteśmy nieco na plus.

Również w samym meczu, mimo równego wyniku, zaprezentowaliśmy się nieco lepiej – co sprawiedliwie przyznał nam nasz oponent w swoim pressie. Jednak nie we wszystkim – drużyna Scholandii okazała się być o wiele lepiej zgrana – ocena współpracy u nich, szczególnie w obronie i pomocy, była wyższa. Również jeżeli chodzi o formę ich obrońcy byli lepsi, w przeciwieństwie do pomocników i napastników, którzy ustępowali naszym. Widać

W pierwszej połowie przeważaliśmy – ale nie dominowaliśmy. Była to raczej nudna połowa – niewiele akcji (2 WRM, 1 Scholandia). Jedynym zdarzeniem był oczywiście gol dla WRM – zdobył go w 24 minucie Dexter Wimbledon, rozgrywający naszej drużyny, podawał Justin Kenmare. W drugiej połowie było nieco ostrzej – Scholandczycy przycisnęli, szczególnie po tym, jak w 57 minucie drugą bramkę dla WRM strzelił Hughes, po podaniu MacKenziego.

Ponieważ w tym momencie drużyna WRM jakby klapła – na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. W 69 minucie bramkę dla “gospodarzy” strzela Zenon Kurski, a w 80′ wynik ustalił na 2:2 Evo Leino.

O ile WRM i Scholandia to drużyny względnie zbliżone – to wynik nie jest aż tak wielkim zaskoczeniem. Co innego, jeżeli chodzi o mecz trzeciego faworyta w grupie – czyli drużyny Księstwa Sarmacji, które zremisowało “u siebie” z Bantu 1-1. Oznacza to stratę dwóch punktów na rzecz debiutanta. Jak twierdzi trener Sarmacji – jest to do nadrobienia – ale i tak dobrze rokuje to na przyszłość.

Obecnie w grupie WRM jest na drugim miejscu, z takim samym dorobkiem punktowym jak Scholandia (4 pkt), tymczasem Bantu i Sarmacja mają po 1 punkcie. Al Rajn, bez punktów zajmuje ostatnie miejsce. Za tydzień czeka nas mecz z Sarmacją – czyli szansa na ostateczne pogrążenie tej drużyny. Z kolei Scholandia spotka się z Al Rajnem – a naszą nadzieją jest to, że kochasie wielbłądów wreszcie coś pokażą i np. urwą punkty Sztywniakom. Wcześniej jednak rozgrywki pucharowe – gdzie naszym przeciwnikiem będzie przechodzący ostatnio kryzys Elderland.

Michał O'Rhada on Styczeń 13th, 2010

Organizowane od dłuższego czasu Morwańskie Towarzystwo Naukowo-Badawcze Wspólnoty Morwańskiej (ostateczna, oficjalna nazwa) uchwaliło swój statut, który został już podpisany przez trzech członków założycieli (dr net. Michał O’Rhada, dr net. Jakub O’Rhada i Melanie O’Rhada jako członek-kandydat), w związku z czym wszedł w życie.

W najblizszym czasie należy się spodziewać wybrania pierwszego Prezesa towarzystwa, a także pierwszych projektów naukowych. Jest też duża szansa, że Towarzystwo będzie działać aktywnie, jako że statut przewiduje kary, do pozbawienia członkostwa włącznie dla tych, którzy nie publikują prac naukowych, bądź nie biorą udziału w naukowych debatach, wygłaszając tzw. odczyty – czyli dłuższe, spójne wypowiedzi na forum w temacie debaty.

Pierwsze projekty Towarzystwa (które niejako wyprzedziły je istnieniem) a już funkcjonują – na forum ukazują się przekazy w wyprawy badawczej fregaty ‘Ian McCulloch’, z kolei zakończyła się już seria reportaży z podróży po Półwyspie Kukryjskim, publikowanych w Morbhan Aralt. To właśnie ta seria była jedną z przyczyn i natchnień, które doprowadziły do stworzenia Towarzystwa.

Na koniec informujemy, że Towarzystwo, jako organizacja apolityczna i samorządna jest dostępna dla wszystkich chętnych mieszkańców Mikroświata. Wymagane jest jedynie albo posiadanie tytułu naukowego, albo podjęcie studiów na uznanej uczelni międzynarodowej. Osobną kategorią jest członkostwo  honorowe, które przysługuje jednak jedynie osobą wielce zasłużonym dla nauki, które np. przekażą Towarzystwu część swoich dzieł, aby wzbogacić jego zasoby naukowe.

Z niecierpliwością czekamy na kolejne projekty i debaty organizowane przez Towarzystwo, a także na wybór Prezesa.

Jakub O'Rhada on Styczeń 9th, 2010

Cósta Óir Times

oraz współpracujące

Wieści Kolonialne

Część VI – Kukryle

Specjalny wysłannik „Cósta Óir Times” wyruszył w pierwszą podróż po nowej kolonii Morvanu- Związku Kukryjskim. Jej efektem będzie cykl reportaży drukowanych przez naszą gazetę. Współpracę z nami podjęły także Wieści Kolonialne, a honorowy patronat objął Lord Gubernator.  Jak wygląda Półwysep Kukryjski po krótkim okresie władzy WRM? Jak do zmienionej sytuacji odnoszą się mieszkańcy? Poniżej znajdziemy odpowiedzi na te pytania. Prezentujemy szósty, i zarazem ostatni,  felieton.

W końcu, po kilkudziesięciu dniach podróży znowu widzę morze. Jak wielu Morwańczyków jestem z nim silnie związany, bo na nim leży nasza przyszłość. Radość jest tym większa, że jedziemy już znacznie bezpieczniejszymi szlakami. Wybrzeże Alby usiane jest mniejszymi i większymi miastami, otoczonymi terenami uprawnymi. To także kolebka Alby, gdyż właśnie na wybrzeżu powstawały pierwsze osiedla morwańskich kolonistów. Także rodzina O’Cilegor pochodzi z tych obszarów. W porównaniu z niegościnnym Pograniczem i Pahasztulandem to raj na ziemi. Łagodny klimat, bliskość morza, rozwinięta sieć osadnicza i infrastruktura zachęcają do zamieszkania. Major O’Cilegor tu właśnie zamierza kupić majątek na starość. Przenosi się tu także wielu Albów i Morwańczyków zmęczonych gwarem Realty lub upałem astamy.

Dojeżdżamy do Newar. To średniej wielkości miasto portowe, zamieszkane głównie przez Albów, choć jest tu także silna społeczność chorwacka. Przypomina Realtę w pomniejszeniu, a dzielnica “kroacka” ma swoją specyfikę. Kwaterujemy się w hotelu prowadzonym przez Morwańczyka Seana McIntosha. “W kraju straciłem wszystko, wyjechałem tu, no i jestem jednym z zasobniejszych obywateli Newar” mówi na werandzie, gdzie raczymy się zimnym ponczem. Wieczorem odbywa się bankiet w ratuszu, jesteśmy nań honorowymi gośćmi- sława naszej ekspedycji rozeszła się po całym Związku. Kilkudniowy odpoczynek jest niezwykle potrzebny. Kiedy się kończy, ruszamy dalej. Wsiadamy na kabotażowiec który zawiezie nas na ostatnią część Związku. Na Wyspy Kukrylskie. Stanowią one zadziwiający konglomerat, składający się z 38 osobnych wysp i kilkudziesięciu małych niezamieszkanych skał. Żyją tu obok siebie Kukriowie, Albowie, Morwańczycy, pierwotni tubylcy, a także chorwaccy imigranci i inne małe diaspory.

Newar

Newar- widok ze wzgórz.

Północą, zimniejszą, część Archipelagu zasiedlają głównie Harabowie i Serapelowie. To dwa blisko ze sobą spokrewnione prymitywne ludy. Najprawdopodobniej są spokrewnieni z Kukriami, świadczą o tym ich rysy i budowa. Badania nad pochodzeniem i historią tych ludów wciąż trwają. Niegdyś zamieszkiwali cały Półwysep, dziś stanowią grupę mniej liczną nawet od Chorwatów. Dwie większe wyspy Kukryli stanowią Harabskie i Serapelskie Terytorium Plemienne. Rządzone jest ono na podobnych zasadach co inne tego typu obszary Związku. Plemiona nie mają wspólnej władzy, żyją w rozproszonych wioskach, są pokojowo nastawione. Ich głównym zajęciem jest rybołówstwo i prymitywne rolnictwo. Należy jednak pamiętać, że pierwotnie nie były to ludy “morskie” a umiejętności żeglugi przyswoili sobie dopiero po tym jak Kukriowie wypchnęli ich na wyspy. Niestety dwudniowy pobyt na wyspie nie pozwala mi głębiej poznać Harabów i Serapelów.

Środkowa część Kukryli, klimatycznie umiarkowaną, zamieszkują głównie Albowie i Chorwaci. Miasta są tu więc “białe” i podobne do miast w Albie. Wielkim ich dobrodziejstwem jest na pewno chorwacka kuchnia. Morwańczycy i Albowie rozwinęli tutaj handel i żeglugę. Na cieplejszym południu natomiast nie ma przeważającej grupy etnicznej, ale architektura i gospodarka nosi wyraźny ślad władzy Albów, którzy rządzili tu po przegranej wojnie z Kukriami. Na szczęście dziś nie mamy do czynienia z poważniejszymi konfliktami narodowościowymi.

Książę Wysp Kukrylskich

Książę Wysp Kukrylskich- konno i w mundurze swej gwardii

Dopływamy do Harby- największej wyspy Archipelagu, gdzie znajduje się stolica Wysp o takiej samej nazwie. Miasto – drugie co do wielkości w całym Związku, stanowi zadziwiający przykład harmonijnego współistnienia wielu kultur. Choć starówka to dzielnica “najbardziej morwańska ze wszystkich dzielnic we wszystkich miastach Związku” to dookoła znajdziemy kwartały każdego z ludów zamieszkujących naszą największą kolonie. Po slumsach w których kiedyś mieszkali pozbawieni wszelkich praw Kukriowie nie ma już śladu. Na szczęście, bo czasy podziału Związku już minęły. W Harbie znajduje się także siedziba władcy Kukryli- Księcia Wysp Kukrylskich. Aby nie prowokować Albów i Kukriów, został nim potomek starej chorwackiej szlachty. Jego władza jest podobnie jak władza króla Kukriów, dość ograniczona i symboliczna. Miasto tętni życiem w dzień i w nocy. Statki wpływają i odpływają. Niestety, na przedmieściach rozwija się przestępczość. O’Cilegor mówi, że budzi to dawne, rasowe, demony. “W gruncie rzeczy jest dużo racji w tym, że powodem wzrostu przestępczości jest napływ Kukriów i Samundyjczyków. Ale nie można pozwolic z tego tytułu na prześladowania tych nacji“. Sytuację starają się rozwiązać władze Związkowe, czy skutecznie, narazie trudno powiedzieć.

mjr Miron O'Cilegor

mjr Miron O'Cilegor- nasz przewodnik

I właśnie tu, w Harbie, kończę swoja podróż po Związku Kukryjskim. Wraz z majorem O’Cilegorem wygodnie siedzimy w wiklinowych fotelach na tarasie domu jego kuzyna. Obaj powoli ćmimy nasze fajki. Jutro wsiadam na statek, który zawiezie mnie do Ojczyzny. A co mogę na koniec powiedzieć o Zwiazku. Na pewno to kraj przepiękny. Urzekł mnie – od wspaniałej Realty, poprzez nieskończoną astamę, lasy północy i ciągnącą się Lekirę, idyllę Phomaru, olbrzymi masyw Phamiru, groźne Pogranicze, aż do rajskiego wybrzeża i dziesiątek wysp. To także ziemia pełna zagadek, niebezpieczeństw, ale i przygód. Ludzie tu, mimo wszelkich różnic, są niezwykle twardzi i przyjaźni, ale wiedzą, że ich przyjaźń jest cenna, podobnie jak honor. Związek powoli wydobywa się z krwawej historii, choć może się okazać, że cienie przeszłości powrócą. Albowie tak naprawdę osiągają znowu przewagę w przestrzeni politycznej- stanowią 43% urzędników, i 45% oficerów, podczas gdy Kukriowie odpowiednio tylko 9% i 7%. Rozwój gospodarczy, bardzo dynamiczny od czasu objęcia władzy przez Morvan, jest bardziej zrównoważony, ale i tu dominuje Alba. Zbilansowanie tych różnic musi być jednym z celów władz Związku, które, cieszą się dużą popularnością wśród jego mieszkańców. Ale to także kraj olbrzymiego rozwoju i wielkich możliwości. Inwestycje państwowe (dość nieliczne) i prywatne są tu prawie zawsze wielkim sukcesem. Handel bogaci nie tylko morwańskie firmy, ale także obywateli Związku. Bardzo rozsądnie została rozwiązana kwestia ludów plemiennych, takich jak Bratahamowie czy Pahasztuni- Terytoria Plemienne nie są rezerwatami, gdzie wegetują skazani na wymarcie “dzikusi”, ale sporymi i cennymi obszarami, na których mogą one żyć jak ich przodkowie. Przy tym wszystkim, Półwysep pozostaje nadal nie do końca zbadany, otwarty dla każdego. Dlatego, radze każdemu z Was drodzy czytelnicy- odwieźcie Półwysep Kukryjski!

W swoim własnym imieniu, jak również w imieniu “Cóstw Óir Times” pragnę podziękować wszystkim którzy pomogli mi w zorganizowaniu tej wyprawy- od Towarzystwa Naukowego i Badawczego Wspólnoty Morwanskiej, Rządu Związku Kukryjskiego i Armii Kukryjskiej, poprzez władze lokalne i osoby prywatne, aż do mojego drogiego przewodnika- majora Armii Związkowej Mirona O’Cilegora.

Patronat honorowy: adm. Jakub O’Rhada, Lord Gubernatorzdjecie