
Część I – Admiralicja
“Cósta Óir Times” proponuje szanownym Czytelnikom kolejną serię reportaży. Tym razem, dotyczą one tradycyjnego tematu- Marynarki Morwańskiej. Niedawno wszedł w życie Trójakt o Obronie Republiki. Pragniemy z tego powodu przybliżyć Czytelnikom tematy militarne. Na pierwszy “ogień” idzie właśnie Marynarka. Prezentujemy pierwszy reportaż.
Morbhan Navea- Marynarka Morwańska jest kluczowym elementem w obronie Republiki. Morvan jak wiadomo leży na wyspie. Co prawda graniczymy lądowo z jednym państwem- Sarmacją- ale równie dobrze mógłby być tam ocean, albo nawet pustka. Cała wymiana handlowa ogranicza się do przemytu, skutecznie utrudnianego przez reżim w Grodzisku. Dlatego, 98% handlu odbywa się w południowych portach. Morvan jest sam w sobie krajem niezbyt urodzajnym, i musi importować sporą część żywności oraz innych zasobów. Eksport, szczególnie wyrobów przemysłowych, zasobów mineralnych i usług wzbogaca Republikę. Bez dostępu do morza taki gospodarczy rozwój nie byłby możliwy. Co więcej, bez dostępu do morza, WRM zacznie głodować w przeciągu pół roku. Właśnie dlatego potrzeb silnej floty wojennej. Morwańczycy rozumieli to od dawna. Już w końcu XVw. mieli opinię najlepszych marynarzy i kapitanów na świecie, może poza Gellończykami. Dalekie kolonie takie jak Cabastad czy Alba były zakładane właśnie przez tych nieustraszonych “oświeconych żeglarzy”. Nie dziwi więc, że po odzyskaniu niepodległości, flota handlowa rozwinęła się do sporych rozmiarów- dziś pod Morwańską banderą handlową pływa ok. 5000 jednostek różnej wielkości, co stawia ją na jednym z pierwszych miejsc na świecie. Morwańskie statki obsługują nie tylko linie prowadzące do ojczyzny, ale także wiele innych, dominując na wielu szlakach.
SS "McClusky"- jeden z morwańskich statków handlowych
Wyrazem morskich aspiracji Morvanu jest budynek Admiralicji w Scrios atha Morvan. Potężny, neoklasycystyczny, dwupiętrowy budynek wzniesiony na planie podkowy, przy ulicy Bohaterów Wielkiej Wojny Wirtualnej. Pierwotnie, miała się tu mieścić siedziba Banku Morvańskiego, ale wznoszoną budowlę przejęli lazarscy okupanci. Mieściły się tutaj sądy i inne urzędy cywilne, w roku 1942 spaliło się wschodnie skrzydło, odbudowane w latach 50-tych. Następnie budynek przejął Bank Sarmacki, a po odzyskaniu niepodległości Morbhan Poblachta Arm, w końcu zaś Morbhan Navea.
Budynek Admiralicji
Mijam właśnie bramę w zewnętrznym murze budynku- strzegą jej reliefy delfinów. W wartowni stoi żołnierz Piechoty Morskiej. Wchodzę na ocieniony dziedziniec, podziwiam piękno budynku- jego ładne wysmukłe ściany i białe jońskie kolumny. Przekraczam kolejne drzwi,i znajduje się w ciemnym hallu. Idę dalej, ale muszę wykazać się dokumentami i legitymacją prasową przed uprzejmym porucznikiem. Ordynans prowadzi mnie do jednego z licznych pokojów. Spotykam się tam z jednym z najważniejszych oficerów Marynarki, weteranem kampanii na Razurii – Lordem Wiceadmirałem adm. McMeloy’m.
Admirał przedstawia mi krótko doktrynę wojenną Morbhan Navea. “Najważniejsze jest zapewnienie ciągłości morskich linii komunikacyjnych z koloniami, sojusznikami i krajami neutralnymi, czyli uniemożliwienie zablokowania Republiki, oraz zwalczanie wszelkich prób inwazji. Następnie: niszczenie wrogich sił morskich, blokada nieprzyjacielskich portów i wybrzeży, eliminowanie jego żeglugi, ewentualne desanty, czy wspieranie sił lądowych. Tak można najkrócej opisać morwańską doktrynę walki na morz”. Szczegółowe rozkazy i plany skrywa mgła wojskowej tajemnicy. I do tych zadań, czyli przede wszystkim ochrony własnych szlaków morskich i zniszczenia floty przeciwnika, potrzebna jest odpowiednia flota.
adm. McMeloy
280 okrętów wojennych w czynnej- tyle liczy obecnie Marynarka Morwańska. W tym 32 pancerniki, 8 krążowników liniowych, 24 krążowniki opancerzone i 40 lekkich, 140 niszczycieli, 15 torpedowców, 30 łodzie podwodne oraz dziesiątki okrętów pomocniczych- trałowce, minowce, patrolowce, transportowce, monitory, kanonierki itd. Okręty zorganizowane są w dywizjony, flotylle (mniejszych okrętów) i dywizjony (tych większych). Wyżej są eskadry (administracyjne), eskadry taktyczne, tzw. siły i floty. Marynarka zatrudnia do obsługi tych okrętów nie tylko tysiące marynarzy, ale i urzędników, konstruktorów czy pracowników fizycznych. Dodatkowo Admiralicji podlega Piechota Morska- licząca dwie dywizje liniowe, jedną desantową (zaokrętowaną) i jedną obrony wybrzeża. To wszystko kosztuje i to niemało, ale pieniądze nie są wydawane na próżno.
Wszystkie siły morskie dzielą się na dwa główne dowództwa Siły Macierzyste i Siły Dalekomorskie. Te pierwsze stacjonują w metropolii, i są zdecydowanie najsilniejsze. To między innymi: Flota Macierzysta- najsilniejszy zespół Morbhan Navea, z 24 pancernikami, Flota Wybrzeża- broniąca bezpośrednio Morvanu, Siły Patrolowe- lekkie i szybkie okręty, Siły Osłony- krążowniki i niszczyciele chroniące handel. Bardziej specialistyczne zespoły to Siły Podwodne, Siły Lokalne Obrony Portów, Eskadra Wsparcia Ogniowego, Eskadra Transportowa, Siły Pomocnicze oraz Siły Śródlądowe- służące na Loch Gorm oraz rzekach. Siły Dalekomorskie stanowią: Flota Wschodnia w Związku Kukryjskim- również bardzo silna, Eskadra Razurii, Eskadra Zachodnia (w Okoczji). Dodatkowo istnieją osobne dowództwa baz: Cósta Óir, Staigren, Sudcrimith, Shannon, Realta, Shimontosen, Wyandottabe oraz Maire (śródlądowa). Marynarce podlegają także cztery dywizje Piechoty Morskiej: w tym jedna ekspedycyjna, i jedna obrony wybrzeża. Tak najkrócej przedstawia się organizacja naszej Marynarki.
Pancerniki Floty Macierzystej
Adm. McMeloy przedstawia mi także strukturę dowodzenia Morbhan Navea. Głównodowodzącym jest Lord Admirał- pełniący funkcje szefa operacyjnego oraz ministra marynarki. Podlega mu także urząd kierowniczy Marynarki- Admiralicja. Łączy ona oba te zakresy władzy Lorda Admirała- operacyjny i ministerialny. Operacjami steruje Sztab Morskim, z Lordem Wiceadmirałem jako szefem. Wchodzi on także w skład Rady Admiralicji, która kieruje całą Marynarką Morwańską. Dodatkowo, istnieją specialistyczne służby, departamenty i wydziały Marynarki (np. Służba Konstruktorów Marynarki, czy Departament Kontrolera)Rada nadzoruje działania całej, zdawałoby się skomplikowanej, struktury administracyjnej, która zapewnia sprawne funkcjonowanie naszych sił morskich.
Po miłej rozmowie żegnam się z Admirałem. Wychodzę z budynku Admiralicji. Tutaj znajduje się “mózg” Mobhan Navea. Żeby zobaczyć mięśnie, jadę do Cósta Óir- największego portu WRM.
Patronat honorowy: adm. Jakub O’Rhada, Lord Admirał
- Dlaczego monarchofaszyści nie lubią zabawy w chowanego?
- Bo boją się, że nikt nie będzie ich szukał.
–
Spotykają się dwaj poprzepadowi, sarmaccy kapitaliści-burżuje.
- Słuchaj, Ty swoim pracownikom jeszcze wypłacasz pensję?
- Nie.
- I ja swoim też nie. A oni i tak przychodzą do pracy?
- No przychodzą.
- U mnie też.
- Słuchaj, a może by tak pobierać opłaty za wejście?
–
Towarzysz Palpatyn dzwoni do centrali PGR-ów.
- No, jak tam idą żniwa?
- Chujowo, towarzyszu Pierwszy Sekretarzu!
- Nie upiększajcie, mówcie jak jest!
–
Jak wiadomo, zamaskowany zamachowiec strzelał do księcia Michała Feliksa, z małej odległości, najwyżej 20 metrów . Jednak kule cudem ominęły nowo koronowanego. Niedoszły zabójca zbiegł. Po całej akcji zleceniodawca, przedstawiciel zagranicznego wywiadu pyta zamachowca ze wściekłością.
- Jak to możliwe, żeby nie tłafić?
Zirytowany strzelec odpowiada:
- Każdy by spudłował! Stał za mną jakiś facet i za każdym razem, gdy już złożyłem się do strzału, szarpał mnie za ramię i powtarzał: „I Kedara, i Kedara!!!”
–
Gospodarny morwańczyk wybrał się na targ, z zamiarem kupienia konia. Ogląda jednego źrebaka ze wszystkich stron, sprawdza zęby, kopyta, pęciny – słowem wszystko, po czym mówi do sprzedającego:
- Całkiem ładny ten koń… ale za krótki.
- Jak to… za krótki?
- Panie, ja mam czterech braci!
–
Franciszek Józef II pyta lokaja:
- Janie, co tak chlupocze w moim bucie?
Jan odpowiada:
- Owsianka, Wasza Cesarsko-Królewska Mość!
- A co robi owsianka w moim bucie, Janie!?
- Chlupocze,Wasza Cesarsko-Królewska Mość
–
Wienio, starszy już, ale przystojny Gellończyk, miał w życiu jeden tylko problem – od dłuższego czasu mu już nie stawał. No ale, że szczęścia trochę miał, wygrał na loterii i pojechał do Soli na wakacje. Tam położył się na plaży i wypoczywa. Tam zauważył, że obserwuje go niebrzydka kobieta, nieco również w wieku posunięta, ale zadbana – widać że miastowa. Po chwili zwróciła się do niego bezceremonialnie:
- Może mnie pan dymnie?
- Przykro mi, nie staje mi.
- Mam na to sposób uroczy.
I poszli do jej pokoju w hotelu. Wtedy ona wyjęła smietanę, posmarowała Wieniowi przyrodzenie i zawołała:
- Puciek!
Do pokoju wpadł pudelek i zaczął zlizywać śmietanę. Wieniowi zaraz stanął – więc puknął kobitkę kilka razy, zachwycony odkryciem. Po tygodniu wraca zadowolony do rodzinnej wsi. Wchodzi do zagrody, patrzy, a tam żonka zajmuje sie inwentarzem.
- Dawaj, stara, do chałupy! Spółkować będziem!
- Ale ci nie staje, Wieniu!
- Spoko, mam sposób. Miastowy!
Poszli do chaty. Wienio wyjmuje z szafki smietanę, oblewa przyrodzenie i krzyczy:
- Reksio!
Podbiega Reks, pies podwórzowy. Popatrzył, popatrzył drugi raz i jeb… odgryzł mu członek. Wienio tylko mruknął:
- No wiocha… po prostu wiocha…
–
Mandragor Pupka przemawia z okazji rocznicy powstania MW:
- Towarzysze Sarmaci!
Na sali zapanowała konsternacja. Tow. Radziecki i prezydent Lepki patrzą po sobie zaskoczeni. Tow. Struszyński poczerwieniał i zerwał się do wyjścia. A i Pupka poczuł, że powiedział cos niewłaściwego. Uważnie spojrzał na kartkę i jeszcze raz zaczał:
- Towarzysze! Sarmaci znowu spiskują…
–
Dwóch Teutonów po basenie, żeby się szybciej umyć, wchodzi pod jeden prysznic. Przyglądaja się nawzajem swoim interesom, az w koncu jeden pyta:
- Ej ty pieronie, co ty mosz tyn interes taki podziurawiony?
- Pieronie, wiysz, lot kiedy moja staro zacyna chodzic do na kursa sawoir vivra, to teroski wsycko do gymby bierze widelcem…
–
Dwie niemłode sarmackie kobiety przyszły do interrexa Kedara i przywlekły za sobą markiza Leszczyńskiego.
- Ten młody człowiek zgodził się ożenić z moja córką! – powiedziała jedna.
- Nie! Zgodził się ożenić z moją córką! – zakrzyknęła druga.
I zaczęły się kłócić. Interrex zastanowił się chwilę i poprosił o ciszę.
- Przynieść mi największy miecz – powiedział – Trzeba przeciąć Leszczyńskiego na pół. Każda z was dostanie po połowie!
- Brzmi nieźle – powiedziała pierwsza kobieta.
Druga na to:
- O, panie, nie przelewaj niewinnej krwi. Niech inna kobieta go poślubi.
Tytan Intelektu nie wahał się ani chwili:
- Markiz musi poślubić córkę pierwszej kobiety – zawyrokował.
- Ale to ona chciała przeciąć go na dwie części! – wykrzyknął przerażony dwór.
- Właśnie dlatego widać – powiedział mądry Interrex Kedar – że to jest jego prawdziwa teściowa!
–
Cesarz i Król Austro-Węgier, Franciszek Józef II cudem przeżył zamach przeprowadzony przez własną żonę. Toczy się rozprawa:
- Dlaczego Wasza Wysokość strzeliła do swojego męża?
- No bo on ciągle oglądał mecze reprezentacji, czasami po kilka razy – jak ten z Parlandią – i wcale nie zwracał na mnie uwagi. A tak naprawdę, to on nie miał nic przeciwko temu. Wręcz mnie prowokował!
- Jak to? W jaki sposób, co mówił?
- No dawaj, strzelaj!
–
W rajńskim przedszkolu dla nauczycielka pyta się dzieci, czym zajmują się ich ojcowie. Dzieci mówią, a to że tata pracuje w rządzie, a to że jest następcą tronu,a to że jest Księciem tego czy innego regionu. Nagle mały Abdul wstaje i mówi:
- Mój tato jest Naczelnym Zegarmistrzem Unii Mikrooceanii.
- Jak to? – pyta przedszkolanka.
- Bo ciągle tam jeździ w sprawie wskazówek.
–
Do saloonu w Kurt Town (Okoczia) wpadł na drinka Faron. Po wypiciu swojego zauważył, że zniknął jego koń. Wrócił do baru, rzucił broń do góry, złapał ją nad głową bez patrzenia i strzelił w sufit:
- Który z was, popaprańców, ukradł mi konia? – krzyknął z zaskakującą siłą.
Nikt nie odpowiedział.
- Dobra, teraz zamówię kolejne piwo, i jeśli mój koń się nie pojawi z powrotem, zanim je skończę, będę musiał zrobić to, co zrobiłem w Hanai! A nie chcę robić tego, co zrobiłem w Hanai!
Kilku miejscowych poruszyło się niespokojnie. Faron, jak powiedział tak zrobił – zamówił kolejne piwo, wypił je, wyszedł przed lokal, a jego koń stał na postoju. Osiodłał go i zamierzał odjechać, kiedy na werandzie pojawił się barman i zapytał:
- Powiedz stary, zanim odjedziesz… Co się stało w Hanai?
- Musiałem wracać pieszo.
–
Każdemu żołnierzowi Słomagromu podczas wojny w Okoczii obiecywano masę pieniędzy za każdą głowę Szoszoina. W związku z powyższym, Imre i Konstatin, dwóch dzielnych szeregowców Słomagromskiego Wehrmahtu, zaczaiło się nad jednym z wąwozów. Gdy zauważyli przejeżdząjącego indianina – zrzucili mu na głowę skałę. Schodzą na dół, Imre pochyla się z nożem nad zabitym, gdy nagle Konstantin trąca go w bok i mówi:
- Imre, spójrz na to.
- Nie teraz, jestem zajęty.
- Myślę, że naprawdę powinieneś to zobaczyć.
- Dupku, nie widzisz, że jestem zajęty? Mam masę kasy w ręku.
- Proszę, Imre, popatrz.
Imre patrzy w górę wąwozu, a tam stoi masa, z kilkuset Szoszoinów. Imre woła:
- O kur…, będziemy milionerami!
–
Dlaczego Morwańczycy wygrywają wszystkie wyścigi?
- Bo robią najdłuższe kroki, żeby oszczędzać buty.
–
Cesarz Franciszek Józef II robi przegląd wojsk. Podchodzi do żołnierza i pyta:
- Umarłbyś za Monarchię?
- Tak jest, Wasza Cesarska Mość!
Podchodzi do drugiego
- Umiałbyś mnie zabić?
- Nigdy w życiu, Wasza Cesarska Mość!
Podchodzi do dobosza:
- No a ty, Żydku, zabiłbyś mnie?
- Czym, bębnem?
–
Na IHM-ie egzamin, student męczy się nad odpowiedzią u jednego z profesorów. Ten patrzy na niego i mówi
- No i mamy tu wręcz klasyczny przykład związku prostytucji z muzyką. Coś tu kurwa nie gra…
Wczorajszy mecz drugiej kolejki Mundialu nie należy do bardzo udanych – ale biorąc pod uwagę baty, jakie otrzymywaliśmy w poprzednich edycjach – nie ma na co narzekać. Ten mecz liczył się jakbyśmy grali “u nich”, zatem remis 2:2, którego byliśmy świadkiem sprawia, że mimo wszystko jesteśmy nieco na plus.
Również w samym meczu, mimo równego wyniku, zaprezentowaliśmy się nieco lepiej – co sprawiedliwie przyznał nam nasz oponent w swoim pressie. Jednak nie we wszystkim – drużyna Scholandii okazała się być o wiele lepiej zgrana – ocena współpracy u nich, szczególnie w obronie i pomocy, była wyższa. Również jeżeli chodzi o formę ich obrońcy byli lepsi, w przeciwieństwie do pomocników i napastników, którzy ustępowali naszym. Widać
W pierwszej połowie przeważaliśmy – ale nie dominowaliśmy. Była to raczej nudna połowa – niewiele akcji (2 WRM, 1 Scholandia). Jedynym zdarzeniem był oczywiście gol dla WRM – zdobył go w 24 minucie Dexter Wimbledon, rozgrywający naszej drużyny, podawał Justin Kenmare. W drugiej połowie było nieco ostrzej – Scholandczycy przycisnęli, szczególnie po tym, jak w 57 minucie drugą bramkę dla WRM strzelił Hughes, po podaniu MacKenziego.
Ponieważ w tym momencie drużyna WRM jakby klapła – na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. W 69 minucie bramkę dla “gospodarzy” strzela Zenon Kurski, a w 80′ wynik ustalił na 2:2 Evo Leino.
O ile WRM i Scholandia to drużyny względnie zbliżone – to wynik nie jest aż tak wielkim zaskoczeniem. Co innego, jeżeli chodzi o mecz trzeciego faworyta w grupie – czyli drużyny Księstwa Sarmacji, które zremisowało “u siebie” z Bantu 1-1. Oznacza to stratę dwóch punktów na rzecz debiutanta. Jak twierdzi trener Sarmacji – jest to do nadrobienia – ale i tak dobrze rokuje to na przyszłość.
Obecnie w grupie WRM jest na drugim miejscu, z takim samym dorobkiem punktowym jak Scholandia (4 pkt), tymczasem Bantu i Sarmacja mają po 1 punkcie. Al Rajn, bez punktów zajmuje ostatnie miejsce. Za tydzień czeka nas mecz z Sarmacją – czyli szansa na ostateczne pogrążenie tej drużyny. Z kolei Scholandia spotka się z Al Rajnem – a naszą nadzieją jest to, że kochasie wielbłądów wreszcie coś pokażą i np. urwą punkty Sztywniakom. Wcześniej jednak rozgrywki pucharowe – gdzie naszym przeciwnikiem będzie przechodzący ostatnio kryzys Elderland.
Organizowane od dłuższego czasu Morwańskie Towarzystwo Naukowo-Badawcze Wspólnoty Morwańskiej (ostateczna, oficjalna nazwa) uchwaliło swój statut, który został już podpisany przez trzech członków założycieli (dr net. Michał O’Rhada, dr net. Jakub O’Rhada i Melanie O’Rhada jako członek-kandydat), w związku z czym wszedł w życie.
W najblizszym czasie należy się spodziewać wybrania pierwszego Prezesa towarzystwa, a także pierwszych projektów naukowych. Jest też duża szansa, że Towarzystwo będzie działać aktywnie, jako że statut przewiduje kary, do pozbawienia członkostwa włącznie dla tych, którzy nie publikują prac naukowych, bądź nie biorą udziału w naukowych debatach, wygłaszając tzw. odczyty – czyli dłuższe, spójne wypowiedzi na forum w temacie debaty.
Pierwsze projekty Towarzystwa (które niejako wyprzedziły je istnieniem) a już funkcjonują – na forum ukazują się przekazy w wyprawy badawczej fregaty ‘Ian McCulloch’, z kolei zakończyła się już seria reportaży z podróży po Półwyspie Kukryjskim, publikowanych w Morbhan Aralt. To właśnie ta seria była jedną z przyczyn i natchnień, które doprowadziły do stworzenia Towarzystwa.
Na koniec informujemy, że Towarzystwo, jako organizacja apolityczna i samorządna jest dostępna dla wszystkich chętnych mieszkańców Mikroświata. Wymagane jest jedynie albo posiadanie tytułu naukowego, albo podjęcie studiów na uznanej uczelni międzynarodowej. Osobną kategorią jest członkostwo honorowe, które przysługuje jednak jedynie osobą wielce zasłużonym dla nauki, które np. przekażą Towarzystwu część swoich dzieł, aby wzbogacić jego zasoby naukowe.
Z niecierpliwością czekamy na kolejne projekty i debaty organizowane przez Towarzystwo, a także na wybór Prezesa.

oraz współpracujące

Część VI – Kukryle
Specjalny wysłannik „Cósta Óir Times” wyruszył w pierwszą podróż po nowej kolonii Morvanu- Związku Kukryjskim. Jej efektem będzie cykl reportaży drukowanych przez naszą gazetę. Współpracę z nami podjęły także Wieści Kolonialne, a honorowy patronat objął Lord Gubernator. Jak wygląda Półwysep Kukryjski po krótkim okresie władzy WRM? Jak do zmienionej sytuacji odnoszą się mieszkańcy? Poniżej znajdziemy odpowiedzi na te pytania. Prezentujemy szósty, i zarazem ostatni, felieton.
W końcu, po kilkudziesięciu dniach podróży znowu widzę morze. Jak wielu Morwańczyków jestem z nim silnie związany, bo na nim leży nasza przyszłość. Radość jest tym większa, że jedziemy już znacznie bezpieczniejszymi szlakami. Wybrzeże Alby usiane jest mniejszymi i większymi miastami, otoczonymi terenami uprawnymi. To także kolebka Alby, gdyż właśnie na wybrzeżu powstawały pierwsze osiedla morwańskich kolonistów. Także rodzina O’Cilegor pochodzi z tych obszarów. W porównaniu z niegościnnym Pograniczem i Pahasztulandem to raj na ziemi. Łagodny klimat, bliskość morza, rozwinięta sieć osadnicza i infrastruktura zachęcają do zamieszkania. Major O’Cilegor tu właśnie zamierza kupić majątek na starość. Przenosi się tu także wielu Albów i Morwańczyków zmęczonych gwarem Realty lub upałem astamy.
Dojeżdżamy do Newar. To średniej wielkości miasto portowe, zamieszkane głównie przez Albów, choć jest tu także silna społeczność chorwacka. Przypomina Realtę w pomniejszeniu, a dzielnica “kroacka” ma swoją specyfikę. Kwaterujemy się w hotelu prowadzonym przez Morwańczyka Seana McIntosha. “W kraju straciłem wszystko, wyjechałem tu, no i jestem jednym z zasobniejszych obywateli Newar” mówi na werandzie, gdzie raczymy się zimnym ponczem. Wieczorem odbywa się bankiet w ratuszu, jesteśmy nań honorowymi gośćmi- sława naszej ekspedycji rozeszła się po całym Związku. Kilkudniowy odpoczynek jest niezwykle potrzebny. Kiedy się kończy, ruszamy dalej. Wsiadamy na kabotażowiec który zawiezie nas na ostatnią część Związku. Na Wyspy Kukrylskie. Stanowią one zadziwiający konglomerat, składający się z 38 osobnych wysp i kilkudziesięciu małych niezamieszkanych skał. Żyją tu obok siebie Kukriowie, Albowie, Morwańczycy, pierwotni tubylcy, a także chorwaccy imigranci i inne małe diaspory.
Newar- widok ze wzgórz.
Północą, zimniejszą, część Archipelagu zasiedlają głównie Harabowie i Serapelowie. To dwa blisko ze sobą spokrewnione prymitywne ludy. Najprawdopodobniej są spokrewnieni z Kukriami, świadczą o tym ich rysy i budowa. Badania nad pochodzeniem i historią tych ludów wciąż trwają. Niegdyś zamieszkiwali cały Półwysep, dziś stanowią grupę mniej liczną nawet od Chorwatów. Dwie większe wyspy Kukryli stanowią Harabskie i Serapelskie Terytorium Plemienne. Rządzone jest ono na podobnych zasadach co inne tego typu obszary Związku. Plemiona nie mają wspólnej władzy, żyją w rozproszonych wioskach, są pokojowo nastawione. Ich głównym zajęciem jest rybołówstwo i prymitywne rolnictwo. Należy jednak pamiętać, że pierwotnie nie były to ludy “morskie” a umiejętności żeglugi przyswoili sobie dopiero po tym jak Kukriowie wypchnęli ich na wyspy. Niestety dwudniowy pobyt na wyspie nie pozwala mi głębiej poznać Harabów i Serapelów.
Środkowa część Kukryli, klimatycznie umiarkowaną, zamieszkują głównie Albowie i Chorwaci. Miasta są tu więc “białe” i podobne do miast w Albie. Wielkim ich dobrodziejstwem jest na pewno chorwacka kuchnia. Morwańczycy i Albowie rozwinęli tutaj handel i żeglugę. Na cieplejszym południu natomiast nie ma przeważającej grupy etnicznej, ale architektura i gospodarka nosi wyraźny ślad władzy Albów, którzy rządzili tu po przegranej wojnie z Kukriami. Na szczęście dziś nie mamy do czynienia z poważniejszymi konfliktami narodowościowymi.
Książę Wysp Kukrylskich- konno i w mundurze swej gwardii
Dopływamy do Harby- największej wyspy Archipelagu, gdzie znajduje się stolica Wysp o takiej samej nazwie. Miasto – drugie co do wielkości w całym Związku, stanowi zadziwiający przykład harmonijnego współistnienia wielu kultur. Choć starówka to dzielnica “najbardziej morwańska ze wszystkich dzielnic we wszystkich miastach Związku” to dookoła znajdziemy kwartały każdego z ludów zamieszkujących naszą największą kolonie. Po slumsach w których kiedyś mieszkali pozbawieni wszelkich praw Kukriowie nie ma już śladu. Na szczęście, bo czasy podziału Związku już minęły. W Harbie znajduje się także siedziba władcy Kukryli- Księcia Wysp Kukrylskich. Aby nie prowokować Albów i Kukriów, został nim potomek starej chorwackiej szlachty. Jego władza jest podobnie jak władza króla Kukriów, dość ograniczona i symboliczna. Miasto tętni życiem w dzień i w nocy. Statki wpływają i odpływają. Niestety, na przedmieściach rozwija się przestępczość. O’Cilegor mówi, że budzi to dawne, rasowe, demony. “W gruncie rzeczy jest dużo racji w tym, że powodem wzrostu przestępczości jest napływ Kukriów i Samundyjczyków. Ale nie można pozwolic z tego tytułu na prześladowania tych nacji“. Sytuację starają się rozwiązać władze Związkowe, czy skutecznie, narazie trudno powiedzieć.
mjr Miron O'Cilegor- nasz przewodnik
I właśnie tu, w Harbie, kończę swoja podróż po Związku Kukryjskim. Wraz z majorem O’Cilegorem wygodnie siedzimy w wiklinowych fotelach na tarasie domu jego kuzyna. Obaj powoli ćmimy nasze fajki. Jutro wsiadam na statek, który zawiezie mnie do Ojczyzny. A co mogę na koniec powiedzieć o Zwiazku. Na pewno to kraj przepiękny. Urzekł mnie – od wspaniałej Realty, poprzez nieskończoną astamę, lasy północy i ciągnącą się Lekirę, idyllę Phomaru, olbrzymi masyw Phamiru, groźne Pogranicze, aż do rajskiego wybrzeża i dziesiątek wysp. To także ziemia pełna zagadek, niebezpieczeństw, ale i przygód. Ludzie tu, mimo wszelkich różnic, są niezwykle twardzi i przyjaźni, ale wiedzą, że ich przyjaźń jest cenna, podobnie jak honor. Związek powoli wydobywa się z krwawej historii, choć może się okazać, że cienie przeszłości powrócą. Albowie tak naprawdę osiągają znowu przewagę w przestrzeni politycznej- stanowią 43% urzędników, i 45% oficerów, podczas gdy Kukriowie odpowiednio tylko 9% i 7%. Rozwój gospodarczy, bardzo dynamiczny od czasu objęcia władzy przez Morvan, jest bardziej zrównoważony, ale i tu dominuje Alba. Zbilansowanie tych różnic musi być jednym z celów władz Związku, które, cieszą się dużą popularnością wśród jego mieszkańców. Ale to także kraj olbrzymiego rozwoju i wielkich możliwości. Inwestycje państwowe (dość nieliczne) i prywatne są tu prawie zawsze wielkim sukcesem. Handel bogaci nie tylko morwańskie firmy, ale także obywateli Związku. Bardzo rozsądnie została rozwiązana kwestia ludów plemiennych, takich jak Bratahamowie czy Pahasztuni- Terytoria Plemienne nie są rezerwatami, gdzie wegetują skazani na wymarcie “dzikusi”, ale sporymi i cennymi obszarami, na których mogą one żyć jak ich przodkowie. Przy tym wszystkim, Półwysep pozostaje nadal nie do końca zbadany, otwarty dla każdego. Dlatego, radze każdemu z Was drodzy czytelnicy- odwieźcie Półwysep Kukryjski!
W swoim własnym imieniu, jak również w imieniu “Cóstw Óir Times” pragnę podziękować wszystkim którzy pomogli mi w zorganizowaniu tej wyprawy- od Towarzystwa Naukowego i Badawczego Wspólnoty Morwanskiej, Rządu Związku Kukryjskiego i Armii Kukryjskiej, poprzez władze lokalne i osoby prywatne, aż do mojego drogiego przewodnika- majora Armii Związkowej Mirona O’Cilegora.
Patronat honorowy: adm. Jakub O’Rhada, Lord Gubernator
Czy akcje przeciwko broni masowego rażenia mają sens?
- Jakakolwiek wirtualna armia jest i tak bzdurą, zabawą żołnierzykami. (39%, 7 głosów)
- Tak, skoro już się w to bawimy, to konsekwentnie. (33%, 6 głosów)
- Nie, w końcu wirtualna broń i tak nikomu nie zaszkodzi. (11%, 2 głosów)
- Wprowadzanie takiej broni do mikronacji i tak jest absurdalne. (11%, 2 głosów)
- Nie mam zdania. (6%, 1 głosów)
Ogółem głosów: 18
Ankieta ta długo czekała na swoje podsumowanie, choć zakończona była już jakiś czas temu (stąd, mimo długiego trwania stronie liczba głosów jest raczej niska. Ogółem bowiem zagłosowało tylko 18 osób, co było jednym ze słabszych wyników ankietowych w Morbhan Aralt do tej pory.
Być może to właśnie niska liczba głosów jest przyczyną dość rewolucyjnych wyników ankiety. Przypominając, nasza ankieta ogłoszona została w środku dość głośnego konfliktu spowodowanego krytyką surmeńskiego Ministerstwa Wojny państw posiadających i korzystających z broni masowego rażenia – głównym celem była Samunda, która w tym czasie w dość żałosnym stylu przeprowadzała testy broni chemicznej (gazów bojowych).
.Najwięcej, bo 7 (39%) głosów otrzymała opcja wyśmiewająca całe wirtualne wojsko jako dziecinną zabawę żołnierzykami. Tuż za tą krytyką ogółu uplasowała się, z 6 głosami (33%) opcja opowiadająca się za konsekwencją i przyznająca stosowne miejsce w wirtualnym świecie zarówno broni masowego rażenia, wojsku, jak i akcjom skierowanym przeciwko nim. Z pozostałych respondentów, dwóch oddało głos za nieszkodliwością takiej broni w warunkach wirtualnych, kolejnych dwóch natomiast stwierdziło, że taka broń jest absurdem (choć nie określiło tak całej armii). Jedna osoba stwierdziła, że nie ma na ten temat zdania.
Wyniki ankiety, która miała sprawdzić stosunek do tejże akcji Surmeńskich Sił Obronnych okazały się być ogólną manifestacją przeciwko wirtualnej armii. Ciekawe, czy wynik ten jest efektem znużenia ówczesnymi dyskusjami i machania szabelkami przez różne nacje, czy też wyraża stałą i ogólną opinię mieszkańców mikronacji?
Dziś z kolei oddajemy głosy na nową ankietę, dotyczącą niepokojącego zjawiska “fejsbukizacji” mikronacji, poruszonego niedawno przez Morbhan Aralt. Zachęcamy do oddawania głosów, a także do dodawania komentarzy dotyczących zarówno poprzedniej, jak i obecnej ankiety.
Ostatnio państwa wirtualne przechodzą dość energiczną fazę “fejsbukizacji” – czyli rozszerzania się na portale społecznościowe. Nie jest to całkowita nowość (warto wspomnieć istniejące od paru lat mikronacyjne uczelnie na naszej-klasie.pl, czy grupy na Gronie), ale ostatnio proceder ten nabrał tempa w ciągu kilku ostatnich tygodni
Na samym Facebooku 27 października powstały chyba jako pierwsze dwie grupy – Sarmacji i Wandystanu. Pisze chyba, gdyż istnieje również druga grupa Sarmacji, co do której nie mam pewności kiedy powstała – bo tylko członkowie mogą oglądać informacje na jej temat.
Za grupami idą również strony reklamowe. 19 stycznia powstała strona sarmacka, na której (mniej lub bardziej regularnie) pojawiają się newsy z państwa. Prawdopodobnie na jej wzór pączkują kolejne strony promocyjne – na razie zabserwowane przez nas zostały scholandzka, morwańska, surmeńska i wandejska.
Wspomniany wysyp jest ciekawy szczególnie w kontekście ciągłego narzekania na postępującą pauperyzację świata mikronacji. Ciekawią również ewentualne związki z artykułem zarzuconym jakiś czas temu na liście dyskusyjnej Mandragoratu Wandystanu przez Bruthusa Peruna dotyczącego zmian na rynku gier wirtualnych i przenoszeniu się ciężaru z dużych produkcji na małe gry związane z portalami społecznościowymi (jak Farmville). Staje nam w oczach również wizja półmikronacji-półfejsbuka, roztaczana swego czasu przez Piotra Khanda.
W ramach oceny i podsumowania, po kilku konsultacjach z mieszkańcami różnych państw, postanowiliśmy przyznać Księstwu Sarmacji tytuł najbardziej web2.0-szpanowej mikronacji, za umieszczenie na stronie głównej linków do swojej strony na Facebooku i sarmackich kanałów Twitter i YouTube. W kontekście tego, zapowiadany ewentualny powrót Khanda do Sarmacji w razie wygranej Michasia Winnickiego w elekcji jawi się jako kolejny krok w kierunku portalizacji tej mikronacji.
Grupa C
Co do samej naszej grupy, to jest chyba najrówniejsza ze wszystkich. Nie ma jednego dominującego lidera, jak w B i D. Nie ma też dwóch pewniaków na awans, jak w A. Mamy trzy ambitne drużyny, które choć różnią się siłą, to są groźne dla siebie na wzajem – i nawet Scholandia nie odstaje tak jak pozostałe dwie – Al Rajn i debiutująca Republika Bantu.
Generalnie walka na szczycie to raczej Morvan i Sarmacja, ale Scholandia może namieszać, przede wszystkim względem przegranego w pojedynku o pierwsze miejsce. Z drugiej strony, Al Rajn nie jest drużyną złą, ale to jeszcze nie ten poziom. Raczej nikomu punktów nie urwie. Natomiast los Bantu łatwo przewidzieć – pozbawione przywileju boostowania, będzie raczej chłopcem do bicia dla silnych i doświadczonych drużyn.
Wolna Republika Morvan
Wolna Republika nie miała szczęścia do ostatnich mundiali. Najpierw 7 miejsce na 10, później (w ostatnich, pucharowych rozgrywkach) 5 na 6. Jednak, jak pisze trener reprezentacji Sarmacji, Morvan nie przejął się zbytnio tym laniem (efekt ciągłych zaniedbań trenera). Dobrze wykorzystaliśmy przerwę międzymundialową (choć finansów mogliśmy zebrać nieco więcej).
Obecnie kadra WRM to zarówno wysokie umiejętności, wysoka forma i ciekawe zdolności, no i przede wszystkim zgranie i równowaga. Drużyna, ustawiona i przygotowana może pokonać właściwie wszystkich – łącznie z liderami – jednak wystarczy małe potknięcie i efekt będzie dokładnie odwrotny. Dlatego ważna jest aktywność trenera.
Czy WRM zdobędzie mistrzostwo? Mało prawdopodobne – ale należy mierzyć jak najwyżej. Z grupy wyjście należy się nam jak psu buda. Co więcej – to nasze, ale wątpię aby skończyło się przed ćwierć czy półfinałami, chyba, że trafimy z góry na przyszłego mistrza.
Pierwszy mecz rozegramy z Al Rajnem, już 9 stycznia. Najciekawsze jest to, że Wolna Republika jako ostatnia będzie miała przerwę w grze – w połowie sezonu – w związku z czym, będziemy mieli najdłuższą pauzę od 30 stycznia do 20 lutego. Będzie to okazja na porządne przygotowanie się do drugiej serii spotkań.
Niecierpliwie czekamy zatem na rozpoczęcie się kolejnego sezonu i liczymy ostateczne zwycięstwo.
Po długiej przerwie zarządzono nowy V-Mundial. Tym razem na organizatora wybrana została Mikrosławia – głównie z racji, że była to jedyna kandydatura. Czy okaże się zaskoczeniem, czy będzie to kolejny “niewidzialny” organizator, który nie postara się nawet o zapewnienie otoczki? Zobaczymy, jednak brak jakiejkolwiek promocji, czy np. imprezy na otwarcie nie wróży najlepiej.
W mistrzostwach będzie brać udział 20 drużyn – dzięki przyjęciu rzutem na taśmę (i wcale nie jednogłośnym) Federacji Pęcherza Kopanego z Okoczii. Zostały one podzielone na 4 grupy, po pięć reprezentacji.
GRUPA A: Wandystan, Korona i Litwa, Elderland, Arctiq, Mikrosławia
GRUPA B: Natania, Winktown, Chattycja, Okoczia, Baridas
GRUPA C: Sarmacja, Scholandia, Al Rajn, Morvan, Bantu
GRUPA D: Sclavinia i Trizondal, Austro-Węgry, Neopolis, Parlandia, Francja
Oceniając ogólnie podział, jest o wiele bardziej uczciwy niż ten, który zapowiadał Puls Winktown, chociaż dla nas trudniejszy – tamten przepowiadano nam Arctiq, Okoczię i Parlandię (wersja Pulsu była na 5 grup po 4 reprezentacje). Nie ma grupy śmierci (może poza A, gdzie będzie poważne starcie Wandystanu i Elderlandu), co jednak nie wróży wielu niespodzianek. Tutaj ocenimy grupy A, B i D, sytuację Wolnej Republiki pozostawiając na osobny artykuł.
GRUPA A
Ktoś mógłby powiedzieć “grupa śmierci”, jednak biorąc pod uwagę, że mamy tu dwóch gigantów i trzech piłkarskich karłów/debiutantów, można stwierdzić, że będzie to najnudniejsza z grup. Wandystan i Elderland podzielą się awansem, chyba, że jakimś rzutem na taśmę Mikrosławii pomogą “ściany”, tj. fakt, że jest organizatorem. Tym niemniej – naprawdę wiele musiałoby się stać, co by któremuś z niższej trójki udało się chociażby urwać punkty legendom mundialu.
Awansujący – Wandystan i Elderland
GRUPA B
W tym towarzystwie walka będzie ciekawsza, bo faktycznie się rozegra. Niekwestionowany lider to Natania, a za nim? Licząc ogólnymi osiągnięciami drużyn, należałoby stawiać na Winków albo Chattytów. Również debiutujący Baridas może zaskoczyć – z racji posiadania doświadczonego selekcjonera. Okoczia raczej jak zazwyczaj będzie tłem.
Awansujący – Natania i Winktown
GRUPA D
Tu sytuacja wygląda podobnie jak w grupie B – jeden lider (Sclavinia i Trizondal) i wielu aspirantów. Austro-Węgry i Neopolis są najbardziej doświadczone i chyba najsilniejsze, ale nie oznacza to ich automatycznie wielkiej siły. Parlandia raczej w tej rozgrywce się nie liczy, niespodziankę może sprawi Francja – słaba z racji debiutu, ale prowadzona przez doświadczonego (również w Mundialu) selekcjonera – Williama Younga, który niegdyś prowadził drużynę VRP.
Awansujący – RSiT i Austro-Węgry
Sprostowanie – Puls Winktown pisał o koszykach do losowania, a nie o grupach, co pisząc ten artykuł przegapiłem. Z góry przepraszam za nieporozumienie.





